"Fellow traveler"

Mój pseudonim - Fellow Traveler to the Other World - pochodzi z gry MMORPG pt.
"KAL Online". Jest to jeden z potworów (obrazek po lewej), z jakimi przyjdzie walczyć graczowi. Szukając jakiegoś dużego obrazka przedstawiającego tego przyjemniaczka - co nie jest proste, ponieważ w samej grze jest on niewielki w stosunku do innych potworów i gracza - natrafiłem na dużo znaczeń wyrażenia
fellow traveler. Uznałem to za na tyle interesujące, że postanowiłem coś o tym napisać.
Jak podaje angielska Wikipedia (tłumaczenie własne):
"Fellow travelerem" (towarzyszem1 podróży) nazywa się osobę, która sympatyzuje z poglądami jakiejś organizacji, choć do niej nie należy. Należy to rozumieć jako opis osoby, której "po drodze" z jakąś organizacją, chociaż się do tego nie przyznaje. Najczęściej odnosi się do sympatyków komunizmu, jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. (...)
W Stanach Zjednoczonych ma znaczenie pejoratywne.
(Więcej
TUTAJ.)
Muszę przyznać, że jestem trochę zaskoczony takim obrotem spraw. Człowiek wzoruje się na małym kartofelku z gry komputerowej, a kończy jako komunista. Fakt, mam sympatie prolewicowe, ale najbliżej mi do centrolewicy. Chociaż ostatnio głosować żywcem nie ma na kogo, więc niczym wspomniany poprzednio Człowiek Śmiechu siedzę z boku i obserwuję. Jak to powiedział ktoś kiedyś: "Kiedy świat odwraca się do ciebie plecami, zrób to samo". Amen.
Mimo wszystko spodobało mi się pierwsze zdanie z wikipediowej definicji o byciu niezrzeszonym, pomimo iż odbieram je bardziej ogólnie. Myślę, że przypadkiem wybrałem sobie doskonały pseudonim - nigdy nie potrafiłem poświęcić się w stu procentach i otwarcie żadnemu wyznaniu, organizacji czy idei. Jestem takim trochę filozoficznym roninem, który podróżuje przez życie z boku wszystkich nurtów myślowych. Wielkim sceptykiem. Zawsze podobała mi się parabola, jaką zastosował w jednym z wywiadów David Lynch. Wyobraźmy sobie górę. To będzie życie, prawda, zbawienie, oświecenie - na szczycie jest to, do czego zmierzamy, jako ludzie. Niektórzy na górę wspinają się ze zorganizowaną wycieczką - to alegoria kościołów i różnych zrzeszeń - podczas gdy inni wybierają samotną wspinaczkę. Obie opcje mają swoje zalety i wady. I tak: grupowo jest bezpieczniej, pewniej, ale ogląda się to samo, co wszyscy, poza tym trzeba się dostosować; podczas gdy samotnik sam wybiera, którędy wejdzie, ryzykując oczywiście, że spadnie gdzieś, gdzie nikt nie będzie mu w stanie pomóc, ale nikt mu nie przeszkadza (na każdej wycieczce znajdą się upierdliwcy) i satysfakcja z wejścia na szczyt jest większa. Podzielam ten pogląd od tak dawna, że stał się już moim.
___________________________
1 Tak, właśnie, z racji na komunistyczne konotacje słowo "towarzysz" wydaje się najbardziej odpowiednim.